Recenzja płyty: Neil Young, „Bluenote Café”
Skarby z archiwum
Mimo upływu bez mała 30 lat od jej rejestracji muzyka na „Bluenote Café” brzmi porywająco i aż się prosi o dobry (i niezbyt cichy) sprzęt grający.
materiały prasowe

Pojawienie się na rynku nielegalnie pozyskiwanych i publikowanych nagrań bootlegowych, zawierających zapis koncertów, wersje próbne, demonstracyjne bądź odrzucone podczas selekcji materiału, pokazało, że rynek interesuje się również takimi nagraniami. Wytwórnie i artyści sięgnęli więc do archiwów i zaczęli oferować melomanom towar dotąd dostępny pokątnie bez oficjalnego atestu. Niektóre wielkie gwiazdy, jak choćby Bob Dylan, mogą poszczycić się ogromnym katalogiem atrakcyjnych „legalnych-nielegalnych” pozycji. Podobnie jest w wypadku Neila Younga. Jego początkowo nieprzewidywane do publikacji nagrania zaczęły się ukazywać już w latach 80. XX w.

Neil Young, Bluenote Café, Warner

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną