Recenzja płyty: Anohni, „Hopelessness”
Piękna beznadzieja
Trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek się przy tej płycie dobrze bawił, choć – przewrotnie – jest płytą przepiękną i w ogólnym wydźwięku zaskakująco pogodną.
materiały prasowe

Na pamiętnym albumie „I Am a Bird Now” lider Antony and the Johnsons opowiadał o samotności, bezsilności i lęku o to, co przyniesie przyszłość. Przyniosła bomby z dronów, masowe groby, ciąg dalszy samobójczego podgrzewania planety i powszechną inwigilację. „Tatusiu, tatusiu!/Wiem, że mnie kochasz/Bo cały czas masz mnie na oku” – śpiewa ten sam człowiek już nie jako Antony, ale Anohni. Nowy pseudonim – i inna płeć, bo Anohni to „ona” – przynosi także radykalną zmianę muzyczną. Przytulne akustyczne instrumentarium artystka porzuciła na rzecz elektroniki, pomagają jej szkocki producent Hudson Mohawke i specjalista od syntezatorów Oneohtrix Point Never.

Anohni, Hopelessness, Secretly Canadian

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną