Recenzja płyty: Paul Simon, „Stranger to Stranger”
Simon w kalejdoskopie
Atutem tej płyty jest głos artysty, który mimo upływu lat wciąż brzmi jasno i młodzieńczo.
materiały prasowe

Pozornie lekka, a nawet skoczna piosenka „The Werewolf” („Wilkołak”), otwierająca nową płytę Paula Simona, w warstwie tekstowej niesie zapowiedź grożących światu poważnych kłopotów, a może i zagłady. Ta rozbieżność formy i treści to jedna z cech albumu „Stranger to Stranger”. Podczas słuchania nowych piosenek Simona odbiorcę przede wszystkim uderza bogactwo dźwięków, rytmów, efektów, w które opakowana jest każda z nich. Chwilami ma się wrażenie, że artysta, we współpracy z niegdysiejszym producentem nagrań duetu Simon&Garfunkel Royem Halee, stara się ukryć w ten sposób słabości kompozycji.

Paul Simon, Stranger to Stranger, Concord

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną