szukaj
Recenzja płyty: Bob Dylan, „Triplicate”
Trzy łyki klasyki
Oczekiwać od Dylana wokalnego mistrzostwa to tak jak spodziewać się gwiazdki Michelina w fast foodzie.
Materiały prasowe

Najpierw był album „Shadows in the Night”. Rok później „Fallen Angels”, teraz trzeci – nomen omen trzypłytowy – „Triplicate”. 30 piosenek, po 10 na każdej płycie. To najnowsze wydawnictwo wydaje się zamykać dylanowską serię z wybranymi pozycjami z „Great American Songbook”, czyli amerykańskiego śpiewnika z popowymi szlagierami lat minionych, głównie znanych z interpretacji Franka Sinatry. Miłośnicy talentu muzycznego noblisty już wcześniej sarkali na Dylanowe śpiewanie nie swoich utworów. To prawda, Dylan jest wokalistą zupełnie innej kategorii niż Frank Sinatra.

Bob Dylan, Triplicate, Columbia

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną