Recenzja płyty: Harry Styles, „Harry Styles”
Przejrzeć Harry’ego
Muzyka na płycie – mało oryginalna, ale dobrze napisana i wyprodukowana.
materiały prasowe

Raz na jakiś czas rodzicom zdarza się pewnie sprawdzać ambitnie, kim jest ta kolejna Rihanna albo następny Ed Sheeran. Słowem: czego słuchają ich dzieci. I jakież będzie ich zdziwienie, kiedy trafią na solowy album Harry’ego Stylesa z superpopularnego boysbandu One Direction (czterech Brytyjczyków odpowiedzialnych za jedną z najmocniejszych ostatnio fal kultu młodszej młodzieży) i zorientują się, że wokalista wyraźnie zmierza w stronę muzyki, której pewnie sami słuchali, gdy byli dziećmi. Najkrócej mówiąc, Styles stylizuje się na rockowego balladzistę z przełomu lat 80. i 90. Repertuarem – całkiem zręcznie napisanym – mógłby się wymienić na przykład z Bryanem Adamsem, Richardem Marxem czy nawet Bon Jovi.

Harry Styles, Harry Styles, Columbia

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj