Recenzja płyty: George Thorogood, „Party of One”

Powrót do korzeni
Płyta może posłużyć jako minileksykon klasyki bluesowej i stać się zaproszeniem do głębszego poznawania jej zasobów.
materiały prasowe

Przez całe dziesięciolecia nazwisko George’a Thorogooda wymieniane było jednym tchem z nazwą jego zespołu The Destroyers. Przez dziesięciolecia też ich muzyka niezmiennie określana była jako dynamiczna barowa mieszanka typu „rockin’ boogie blues”, czyli to, co bawiący się po pracy przy piwie prawdziwi mężczyźni lubią najbardziej. Aż tu nagle przychodzi lato roku 2017 i na rynku pojawia się pierwsza solowa płyta Thorogooda.

George Thorogood, Party of One, Spinefarm

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj