Recenzja płyty: The National, „Sleep Well Beast”

Doskonały chłód
Po słabszej płycie „Trouble Will Find Me” mamy znów imponujący album The National.
materiały prasowe

Gdyby energię muzyki rockowej porównać z potęgą reakcji jądrowej, muzyka grupy The National byłaby mityczną zimną fuzją. Niby środki i cele podobne, ale muzyka zespołu z Ohio jest zarazem mocna i chłodna, jest w niej nieustannie element dystansu, niby przeczący spontaniczności rocka, ale jednak często przynoszący świetne efekty. I tak po słabszej płycie „Trouble Will Find Me” mamy znów album imponujący, od pierwszej chwili („Nobody Else Will Be There”, które przy zmianie produkcji mogłoby być np. przebojem Lorde) zaskakujący pomysłami, bo sposób myślenia odpowiedzialnych za muzykę braci Aarona i Bryce’a Dessnerów polega na tym, by w tej pozornie jednostajnej, utrzymanej w umiarkowanym tempie muzyce zadbać o każdy element – jeśli nie melodia wokalna, to riff gitarowy, drobny fragment aranżacji albo pomysł ze świata muzyki poważnej (Bryce to coraz bardziej uznany kompozytor tejże).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną