Recenzja płyty: Natalia Przybysz, „Światło nocne”

Więcej światła
Muzycznie nie jest to przełomowe, ale zgrabne na pewno.
materiały prasowe

Czasem wydaje się, że siostry Przybysz podzieliły się solidarnie dziedzinami: Paulina nagrywa albumy soulowe, Natalia – bluesowe. Ale udana płyta „Światło nocne” ten podział kwestionuje. Poza elementami bluesa przynosi wiele utworów utrzymanych w stricte rockowej stylistyce. W tym sporo chwytliwych nagrań – „Mandalę”, której nie powstydziłaby się pewnie Edyta Bartosiewicz, czy „Dzieci malarzy” mogące robić konkurencję Ani Rusowicz. Muzycznie nie jest to przełomowe, ale zgrabne na pewno. Album spełnia też jednak trudniejszą misję – jest pierwszą dużą wypowiedzią artystyczną Natalii Przybysz od czasu jej wywiadu dla „Wysokich Obcasów” i spływającego później hejtu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną