Recenzja płyty: Tori Amos, „Native Invader”

Swój wróg
Większości kompozycji z tej płyty brakuje dawnego przekonania i siły.
materiały prasowe

Amerykańska wokalistka i pianistka Tori Amos przez ostatnie lata uciekała w kameralistykę i nobilitującą współpracę z Deutsche Grammophon, a tu miejscami wraca do formuły bliższej muzyce pop, z aranżacjami elektronicznymi, nawet automatem perkusyjnym. I wychodzi jej to zdecydowanie gorzej niż fortepianowe ballady. Nie wybrzmiewa też najlepiej opowieść o niebezpieczeństwie wewnętrznym, którą proponuje w tekstach. W „Up the Creek” woła, by stawić opór ludziom ślepym na zmiany klimatu, w utworze „Russia” (z wersji rozszerzonej płyty) sugeruje rosyjskie wpływy na amerykańskie sprawy.

Tori Amos, Native Invader, Decca

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną