Recenzja płyty: Björk, „Utopia”

Kocha za miliony
Awangardowe piosenki na płycie utrzymują wyśrubowany poziom emocji znany z albumu „Vulnicura”.
materiały prasowe

Elektroniczne rytmy wenezuelskiego producenta Arca, 13-osobowy zespół fletowy, harfa, chór i odgłosy ptaków – z tego Björk kreuje obraz tytułowej „Utopii”. Jakkolwiek egzotycznie to brzmi, Islandka do dziwnych pomysłów przyzwyczaiła nas do tego stopnia, że o zdziwienie trudno. Tu zresztą chodzi bardziej o zachwyt, pozytywną wizję – bo gdy już wylała na poprzedniej płycie negatywne emocje (po rozstaniu z Matthew Barneyem), zaczęła nagrywać tę, w zamierzeniu jaśniejszą. Opowieść o otwarciu na miłość, która może się pojawić w każdym momencie, rozniecona przez drobną iskrę. 

Björk, Utopia, One Little Indian

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną