Recenzja płyty: Ten Years After, „A Sting in the Tale”

Ta sama nazwa, inne czasy
Warto się zapoznać się z tymi 12 piosenkami, bo to wciąż bardzo porządne blues-rockowe granie i śpiewanie.
materiały prasowe

Pisząc o tej płycie, należy zrobić pewne zastrzeżenia. Po pierwsze: dzisiejsze Ten Years After to nie ten sam zespół, który pod koniec lat 60. zachwycał słuchaczy takimi albumami jak „Undead”, „Cricklewood Green”, „Stonedhenge” czy rewelacyjnym występem na festiwalu Woodstock. Po drugie, Marcus Bonfanti, dzisiejszy frontman TYA, to nie Alvin Lee, którego talent, głos i gitara wprowadziły zespół na karty historii brytyjskiego rocka.

Ten Years After, A Sting in the Tale, Nova Sales&Distribution

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną