szukaj
●●●●●○
Tego trzeba głośno słuchać!

Poza Bon Jovi jakoś niewiele światowych gwiazd właśnie stamtąd się wywodzi. A jednak My Chemical Romance ma szanse stać się chlubą New Jersey. Niedawno odkryłem ich „The Black Parade”. Szczęśliwie, odkrycie było przypadkowe, więc nie byłem nakarmiony bogatą, choć chwilami wątpliwą filozofią towarzyszącą płycie. Fabularna historia zawarta w tekstach jest historią umierającego na raka młodego człowieka, wspominającego swoje życie.

Teatralność, świadoma pompatyczność rozwiązań przywołuje na myśl dokonania Queen, sami twórcy chętnie stawiają „The Black Parade” obok „The Wall”, sugerując, że mamy raczej do czynienia z rock operą, a nie ze zwykłym zestawem piosenek. Znawcy słyszą w tej muzyce punk, ja słyszę jeszcze pop i metal, i rocka, i echa Kurta Weila, w sumie niezły bigos.

Imponuje mi fantazja tych młodych ludzi, jakże daleko odbiegająca od dance’owych koszmarków. Mimo że trochę wtórne, to bardzo polecam.

My Chemical Romance, The Black Parade, Reprise 2006  
 
 
Kup płytę w merlin.pl 
 
 
 
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj