La Mar Enfortuna: sefardyjskie przypadki Nowojorczyków
Muzyczne żenienie tradycji.

Dla słuchacza, który do tej pory utożsamiał muzykę żydowską tylko i wyłącznie z muzyką klezmerską, ta - będąca próbą osadzenia w dużym stopniu zapomnianej tradycji sefardyjskiej w nowoczesności - płyta będzie objawieniem. Może też początkiem interesującej przygody.

Na przestrzeni dziejów, funkcjonując w różnych kontekstach kulturowych, muzyka żydowska, zarówno aszkenazyjska, jak i sefardyjska, wykształciła wiele gatunków. Na terenach Europy Północnej kwitła świecka, służąca zabawie muzyka klezmerska, związana z teatrem i poezją muzyka miejska, a także muzyka religijna: uładzona - synagogalna, i chasydzka - dzika, ekstatyczna i chaotyczna. Żydowskim brzmieniem bywał przesączony jazz i muzyka poważna. Muzyka sefardyjska narodziła się w średniowiecznej Hiszpanii, a następnie przewędrowała całą Europę Południową i Bliski Wschód, chłonąc po drodze lokalne wpływy. Miała zarówno świecki, jak i religijny charakter. Śpiewano do niej po hebrajsku i w językach lokalnych Żydów - np. w ladino, czy we fluriańskim.

Jednak ciągłość obydwu tradycji została przerwana. Obecnie grono muzyków próbuje kontynuować odchodzące w niepamięć dziedzictwo. Uprawia archeologię i próbuje wyobrazić sobie, jak ta muzyka mogłaby wyglądać osadzona w nowoczesnych sytuacjach. Na przykład Raphael Rogiński: "Gram muzykę żydowską na gitarze elektrycznej. Mam taką teorię, że gdyby nie było wojny, wielu ludzi grałoby teraz żydowskie dźwięki na syntezatorach, gitarach elektrycznych, czy wykonywało żydowskie reggae." Do rozpowszechnienia zainteresowania muzyką żydowską na Zachodzie najbardziej przyczynił się John Zorn i jego seria wydawnicza "Radical Jewish Culture" w wytwórni Tzadik. Jej celem jest odrodzenie i rozwijanie kultury żydowskiej: "Istnieje życie tradycji, które nie polega jedynie na próbie zachowywania, ale też na ciągłej kontynuacji duchowego i kulturalnego dziedzictwa wspólnoty. Jest coś takiego, jak poszukiwanie skarbów w tradycji, ustanawiające z nią żywą relację."

Twórcy La Mar Enfortuna, Oren Bloedow i Jennifer Charles, od 95. roku grają razem w rockowej, zanurzonej w nowojorskiej aurze grupie Elysian Fields. Interpretując muzykę sefardyjską przefiltrowują ją przez to, kim są, jednocześnie starają się zachować jej oryginalny charakter. Dzięki zaproszeniu na drugą płytę lokalnych muzyków (przede wszystkim wokalisty i mistrza lutni arabskiej zamieszkałego w Nowym Jorku Marokańczyka Brahim Fribgane) i użyciu orientalnych instrumentów ich działania nabrały wręcz etnicznego charakteru. Jennifer tym razem nie serwuje anglojęzycznych utworów o kabaretowej aurze, śpiewa po hiszpańsku, aramejsku, arabsku, grecku i w ladino. Ze specyficznymi melizmatami, z subtelnym timbrem, miękko akcentując szeleszczące końcówki. Głosem - jak zwykle -zmysłowym, o ładnej, oryginalnej barwie i artykulacji. Ta próba zazębienia dwóch muzycznych światów, egzotycznego i nowoczesnego instrumentarium wypada oryginalnie i przekonująco. Tworzy tajemniczy i mroczny nastrój. Większość utworów ma wznoszący, hipnotyczny charakter, kojarzy się z ekstatycznym tańcem. Z początku orientalny w charakterze utwór "Pali Mou Kanis To Vari" przechodzi w psychodeliczną improwizację na nowoczesnych instrumentach.

Płyta kipi od pomysłów na muzyczne pożenienie dwóch tradycji. Raz jesteśmy bliżej Zachodu ("La Puerta Del Rio"), kiedy indziej wsłuchujemy się w hiszpański popis gitarowy, w męski chór śledzący jak echo partie Jennifer, w jej wokalne duety z Bloedowem i z Fribgane, a także w piosenkę zaśpiewaną delikatnym głosem przez Bloedowa. "El Eliyahu" miejscami kojarzy się z niebezpiecznie wygładzonym world music spod znaku Gotan Project. Ale to tylko jedna tego typu wycieczka. Druga udana i oryginalna płyta duetu.
 

La Mar Enfortuna [Oren Bloedow / Jennifer Charles], "Conviviencia", Tzadik
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj