Recenzja płyty: Voo Voo, "Samo Voo Voo"

Voo Voo sauté
Warto posłuchać i pomyśleć.

Po dwóch latach od wydania ostatniej studyjnej płyty zespół Voo Voo w klasycznym składzie (Wojciech Waglewski, Mateusz Pospieszalski, Karim Martusewicz, Krzysztof Żyżelewicz) znów ma dla swoich fanów nowy album. „Samo Voo Voo”, czyli nie tylko bez dodatkowo zaproszonych gości, do czego w przypadku kapeli Waglewskiego zdążyliśmy się przyzwyczaić, ale też bez rozbudowanej aranżacji, odkrywania wcześniej nieodkrytych obszarów muzycznych i mieszania gatunków. Ci muzycy mogą zagrać wszystko i z każdym i zawsze będzie to ciekawe, ale tym razem pozostają przy surowym rock’n’rollu, subtelnie przełamanym tu i ówdzie klimatem bluesa i folku, czyli mamy to, co było na początku.

Ów powrót do korzeni nie jest bynajmniej dowodem wyczerpania, lecz pełnej dojrzałości. Rockowy żywioł, znany z pierwszych płyt zespołu, lekko przechodzi w balladowe nastroje – trochę nostalgiczne, trochę melancholijne, czasem oniryczne (vide: piosenka „Komboj”). Jest tu zarówno coś na kształt osobistego rozliczenia się z dotychczasową drogą twórczą, jak i przekonanie, że nie ma sensu ścigać się z modą. A piosenki są naprawdę dużej urody, choć ich teksty nie mają nic z naiwnego optymizmu. Warto posłuchać i pomyśleć...

Voo Voo, Samo Voo Voo, EMI
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj