Recenzja płyty: Dave Alvin, "The Best of the Hightone Records"

Bardzo dobra witryna Alvina
Osiemnaście świetnych kawałków

Wydawnictwa typu „best of” są wymyślone dla dwóch typów odbiorców. Pierwszy i najpowszechniejszy typ to taki, który nie wdając się w analizę dorobku danego podmiotu wykonawczego ufa, że autor kompilacji wiedział, co robi, i zebrał na płycie samą śmietankę tego co najlepsze. Drugi typ odbiorcy to tak zwany sucker, czyli naiwniak, który od dawna ma już w domu wszystkie konieczne płyty artysty, ale kupuje „best of”, ponieważ może tam znaleźć dodatkową marchewkę w postaci niepublikowanego wcześniej utworu bądź czegoś w wersji koncertowej bądź zremasterowanej. Piszący te słowa jest przedstawicielem grupy drugiej, ale zachwala płytę Dave’a Alvina grupie pierwszej.

Alvin, niegdyś podpora znakomitego zespołu The Blasters, dwadzieścia lat temu rozpoczął karierę solową kontynuując swoje zainteresowanie roots rocka ze wszystkimi jego istotnymi składnikami takimi jak country, blues, rock and roll i co tam jeszcze. Dużą część solowego dorobku Alvina opublikowała w latach 1991–2002 amerykańska wytwórnia Hightone i właśnie z jej katalogu pochodzi niniejszy wybór. Nieznający Alvina znajdą tu osiemnaście świetnych kawałków, w tym trzy dotąd niepublikowane (welcome, suckers!), dzięki którym, być może, sięgną do innych płyt artysty. A naprawdę warto.

Dave Alvin, The Best of the Hightone Records, Shout Factory 2008 

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj