Recenzja płyty: Indigenous, Broken Lands
Blues, rock i Indianin
Blues, rock i Indianin

Wszystko kiedyś zaczęło się od rodzinnego przedsięwzięcia państwa Nanji, amerykańskich Indian z plemienia Nakota. Ich zespół Indigenous w momencie debiutu płytowego dziesięć lat temu składał się z dwóch braci, siostry i kuzyna. Choć najnowszą płytę „Broken Lands” również firmuje nazwa Indigenous, to z oryginalnego składu pozostał jedynie Mato Nanji, kompozytor, wokalista i gitarzysta.

Pojawiła się za to jego małżonka, Leah, jako współautorka wszystkich utworów. Mato, jak zawsze, pozostaje postacią dominującą. Szczególnie jego gra na gitarze, przypominająca dokonania nieodżałowanych Steviego Raya Vaughna i Jimiego Hendrixa, musi sprawić wielką przyjemność miłośnikom amerykańskiego bluesowo-rockowego muzykowania. Nie ma na tej płycie wystrzałowych kawałków, które wytyczą kierunki rozwoju muzyki, ale jest blisko godzina bardzo, bardzo solidnego grania i śpiewania.

Indigenous, Broken Lands, Vanguard Records 2008 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj