Recenzja płyty: Antony And The Johnsons, The Crying Light

Śpiewanie i łkanie
Niepewność

Antony Hegarty to niewątpliwe objawienie muzyczne ostatnich lat. Mówi się, że śpiewa jak anioł albo jak transseksualne wcielenie Elvisa Presleya. Rzeczywiście, głos Hegarty’ego jest niezwyczajny – wysoki, wibrujący, zawieszony gdzieś między sopranem a tenorem i wirtuozersko operujący skalą. Ostatnia, trzecia z kolei płyta Antony’ego i jego zespołu The Johnsons potwierdza te wrażenia, ale przynosi też pewne niespodzianki. Mamy tu bowiem nie tylko znane z wcześniejszych dokonań intymne wyznania i świadectwa poszukiwań własnej tożsamości, ale także (np.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną