Recenzja płyty: Marianne Faithfull, "Easy Come, Easy Go"

Dziewczyna na motocyklu, za zakrętem
Pozwala zasnąć w bujanym fotelu

Gdyby powstał film o życiu i twórczości Marianne Faithfull i puszczano by go w telewizji, trzeba by opatrzyć go czerwoną kropką w lewym górnym rogu. Zaczynała jako wychowana przez zakonnice,  ładna i powabna artystokratka. Wysokim głosem śpiewała folkowe pieśni w popowo-orkiestrowych aranżacjach. Osóbka, o której pewnie słuch szybko by zaginął, gdyby nie zorientowała się, że jest kimś zupełnie innym. Kimś znacznie mniej grzecznym. Kimś, kto nie boi się badać mrocznych stron duszy i  ciała.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną