Recenzja płyty: Sławek Wierzcholski, "Blues w filharmonii"
Od swingu do country
Bluesman poszedł na całość

Lider legendarnej formacji Nocna Zmiana Bluesa w swoim nowym projekcie muzycznym bodaj po raz pierwszy sięgnął po orkiestrę symfoniczną, na szczęście przygrywającą bluesmenom dyskretnie, gdzieś w tle. Jest oczywiście legendarna harmonijka ustna lidera i jego charakterystyczny niski głos, a kilka utworów to wręcz kwintesencja gatunku, choć raczej nie w tej najbardziej tradycyjnej, surowej wersji. A jednak myślę, że płyta mocno zaskoczy fanów Nocnej Zmiany Bluesa, albowiem większość utworów to prawdziwy przegląd stylów, od swingu, jazzu, przez rockabilly, brzmienia latynoskie, aż do country.

Wierzcholski już wcześniej eksperymentował z łączeniem bluesa z jazzem czy muzyką etno, lecz teraz poszedł już na całość. A wszystko to zaaranżowane w konwencji orkiestr radiowych z lat 50. XX w.! No i co najmniej dwa, trzy utwory to gotowy materiał na radiowy hit (np. doskonały latynoski „Ja i on”).

Sławek Wierzcholski, Blues w filharmonii, 4everMUSIC  


Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj