Recenzja płyty: Gaba Kulka, "Hat, Rabbit"

Królik z cylindra Gaby Kulki
Doskonałe, klarowne brzmienie płyty

Taki jestem zdziwiony, że aż sam się dziwię. Zagrzebany w oceany zagranicznych płyt, szczęśliwie omijam wtórne, mętne i pretensjonalne propozycje rodzimych Justyn, Edyt czy Szymonów. Aż tu nagle wpadła mi w ręce Gaba Kulka. Dokładniej, jej nowa płyta „Hat, Rabbit”. No i wpadłem. Po pierwsze, ze złośliwą satysfakcją od razu się zorientowałem, że specjaliści od nazywania muzyki będą mieli kłopot z zapakowaniem Gaby do wygodnego pudełka z odpowiednim stylem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną