Recenzja płyty: PJ Harvey & John Parish, "A Woman a Man Walked By"

Rockowa tygrysica zmienną jest
Krzyki, jęki i szepty

Najnowszą - nagraną z kompanem sprzed lat Johnem Parishem - płytę PJ Harvey można uznać za syntezę jej dotychczasowej twórczości. Z jednej strony dostajemy gorące wyznania i ostre, rockowe zaczepki - kiedy PJ „męskim" głosem z pogardą warczy „I want his fucking ass", ma się pewność, że nie rzuca słów na wiatr. Z drugiej delikatne, depresyjne piosenki. Liryczne oblicze wokalistki poznaliśmy już na poprzedniej płycie „White Chalk", gdzie w towarzystwie eterycznych brzmień pianina, harfy, cytry, banjo i melotronu, delikatnie i wysoko śpiewała o znękanym sercu swej bohaterki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną