Recenzja płyty: Dave Alvin, "Dave Alvin and the Guilty Women"
Dave Alvin z kobietami
Znakomicie bronią się stare szlagiery w zestawieniu ze współczesną tandetą

Dave Alvin to artysta, który natychmiast kojarzy się z takimi określeniami jak roots music czy americana, łączącymi elementy rdzennie amerykańskich gatunków muzycznych jak rock and roll, blues czy country. Trzydzieści lat temu wraz z bratem Philem Alvin założył znakomitą grupę The Blasters, która umiejętnie łączyła różne elementy tych właśnie amerykańskich „korzeni” muzycznych. Mniej więcej w połowie lat 80. minionego wieku Dave Alvin zdecydował się na rozpoczęcie solowej kariery, zapoczątkowanej płytą „Every Night About This Time”, wydaną w 1987 r. Po dłuższej przerwie Blastersi wznowili co prawda działalność, ale Alvin konsekwentnie wydawał swoje autorskie płyty. Najnowszym jego dziełem jest album „Dave Alvin and the Guilty Women”. The Guilty Women to żeński zespół akompaniujący, stworzony dla Dave’a przez gitarzystkę Cindy Cashdollar. Efektem tej współpracy jest, silniejsza może nieco niż na poprzednich płytach, obecność elementów klasycznego country.

Przyznaję, że osobiście najbardziej lubię Alvina w jego własnych piosenkach i to w wersji zelektryfikowanej. Na „Guilty Women” granie jest głównie akustyczne, a panie tu i ówdzie wysuwają się na pierwszy, trochę na mój gust zbyt country’owy plan. Wynagradzają mi to jednak takie świetne kawałki jak „California’s Burning”, „Anyway” czy „Boss of the Blues”. Na koniec jeszcze, dla pamiętających park jurajski dziadków i babć, Alvin śpiewa w duecie z jedną z pań swoją wersję wylansowanej w latach 50. piosenki Doris Day „Que Sera, Sera”. Wykonana w rytmie boogie, pokazuje, jak znakomicie bronią się stare szlagiery w zestawieniu z tandetą współczesnych hitów festiwalowych.

Dave Alvin, Dave Alvin and the Guilty Women, Yep Roc 2009  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj