Recenzja płyty: Chickenfoot, Chickenfoot
Starzy wyjadacze dają czadu
Stary dobry hard rock.

Raz na jakiś czas na łamach pism i portali muzycznych pojawia się informacja o powstaniu nowej supergrupy. Owszem, pojawiają się interesujące koalicje muzyczne z udziałem uznanych artystów, ale supergrupa to nie tylko nazwiska i życiorysy. To także umiejętność tworzenia, nie jedynie odtwarzania. Ostatnio na horyzoncie pojawiła się formacja o nazwie Chickenfoot, której skład usprawiedliwia określenie supergrupa. No bo spójrzmy: śpiewa w tym zespole Sammy Hagar, znany choćby z Van Halen. Na basie gra jego kolega z VH Michael Anthony. Za bębnami siedzi były Red Hot Chili Pepper, Chad Smith, a na gitarze wycina sam Joe Satriani.

Jeszcze przed posłuchaniem płyty Chickenfoot ostrożny meloman mógłby zadać sobie pytanie, czy nie za dużo tu cufilu? Cztery indywidualności z dużym dorobkiem – jak to pogodzić? Na razie z tym godzeniem jest różnie. Panowie, wszyscy w okolicach pięćdziesiątki (a Hagar nawet po 60), nie mają ochoty na eksperymenty i odkrywanie nowych lądów. Od pierwszego do jedenastego kawałka na płycie grzeją starego dobrego hard rocka. Powtarzam, hard rocka, nie metal, nie acid rock, nie stoner, nie thrash, nie death ani speed metal. Każdy z muzyków, a szczególnie Satriani, chce pokazać, ile potrafi, więc z zespołowego grania czasem robią się wyścigi, ale, trzeba przyznać, stylowe. Kompozycje bardzo w konwencji, niewiele wnoszą do hardrockowego etosu.

Aż żal, że tacy zawodnicy nie zagrali jednego czy dwóch ognistych coverów. Klasyczne kawałki w zestawieniu z możliwościami tego kwartetu mogłyby naprawdę poważnie zabrzmieć. A podobno w zeszłym roku w Las Vegas zagrali „Stairway to Heaven” i jeszcze coś grupy Traffic... Wygląda na to, że narzekam na Chickenfoot, ale pisząc ten tekst zrobiłem trochę głośniej. A jak głośniej, to dla mnie czwórka.

Chickenfoot, Chickenfoot, Warner Music Poland 2009 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj