Recenzja płyty: Freddie Hubbard, "Ready for Freddie"

Trąbka jak saksofon
Autor sam uznał tę płytę za jedną ze swych najlepszych.

Zmarł osiem miesięcy temu. Ale przestał grać dużo wcześniej. W 1992 r., rok po drugim występie w Warszawie na Jazz Jamboree (po raz pierwszy odwiedził ten festiwal w 1979 r.), na skutek zaniedbanej infekcji wargi musiał przerwać karierę. Choć jako dziecko był multiinstrumentalistą, jednak grał tylko na instrumentach dętych blaszanych. Był trębaczem wielkiej klasy, jednym z największych. Należał do legendy lat sześćdziesiątych, lat hard bopu. Był cudownym dzieckiem jazzu, jako dwudziestolatek grał z Coltrane’em, potem był członkiem Jazz Messengers Arta Blakeya (na miejsce Lee Morgana), w późniejszych czasach grywał z Sonnym Rollinsem, Dexterem Gordonem czy Quincy Jonesem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną