Recenzja płyty: Hey, "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!"
Hey zupełnie nowy
Duże brawa.
Hey, Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!, QL Music

Zmiana jest wyraźna. Kiedyś Hey był porównywany do amerykańskiego grunge’u, mieścił się niemal w centrum ostrego, gitarowego grania rockowego. Nad tekstami Kasi Nosowskiej unosił się duch punkowej przekory, a jej głos wtapiał się w ciężką fakturę gitar jak w masło. Teraz mamy nie lada niespodziankę: teksty pozbyły się ironicznego dystansu, w instrumentarium doszło sporo elektroniki, muzyka stała się bardziej taneczna.

Ktoś mniej zaawansowany w śledzeniu dorobku zespołu nie znalazłby tu nic z jego poprzedniego wcielenia, bo nawet głos Nosowskiej brzmi inaczej i bardzo różnie w zależności od piosenki. No i piosenki też bywają różne: czasem klubowe, jak w „Kto tam? Kto jest w środku?”, czasem folkowe, jak w „Stygnę”, a niekiedy bluesowe albo taneczne. Nie jest to jednak żaden galimatias, bo dzięki produkcji Marcina Borsa całość brzmi spójnie. Ciekawe, czy to otwarcie nowej drogi, czy jednorazowy test, po którym przyjdzie jeszcze coś innego? Tak czy siak brawa się należą. Duże brawa.


Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj