Rozmowa z Julitą Wójcik
Co dręczy Panią Tęczę
Rozmowa z Julitą Wójcik, laureatką Paszportu POLITYKI w kategorii sztuki wizualne.
„Misie”, 2000 r.
Jacek Niegoda/Archiwum prywatne

„Misie”, 2000 r.

Piotr Sarzyński: – I pomyśleć, że mogłaby pani teraz projektować wielkie pomniki.
Julita Wójcik: – Nie mogłabym. Domyślam się, że to aluzja do moich studiów. Ostatnio wiele osób dziwi się, że skończyłam studia na ASP w Gdańsku na klasycznym wydziale rzeźby u prof. Franciszka Duszeńki – autora monumentalnych, martyrologicznych założeń pomnikowych, formalnie bardzo pięknych. Ale już podczas studiów miałam sporo wątpliwości, czy odpowiada mi tradycyjna droga artystyczna typu: tworzę rzeźby w pracowni, wstawiam je do galerii, odbywa się wernisaż z przemówieniami itd. Zawsze bardziej interesowało mnie eksperymentowanie. Na początku eksperymentowanie z formą, później z galerią, instytucją, a następnie z przestrzenią publiczną.

We wszelkich pani biografiach jest zastanawiająca luka; studia ukończone w 1997 r., a pierwsza wystawa – w 2000.
Rzeczywiście, był to czas, w którym w zaciszu domowym dokonywałam przewartościowania. Dużo szydełkowałam, szukając rozwiązań na to, jak tworzyć sztukę, która byłaby potrzebna. W tym okresie zatrudniłam się także na etacie, aby sprawdzić, jak to jest. Pracowałam w Teatrze Muzycznym w Gdyni na stanowisku plastyka. To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Projektowałam druki zaproszeń, plakaty, afisze. Zajmowałam się składem komputerowym tekstów.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj