Karolina Bielawska: Wycinam z rzeczywistości
Film jest wtórny – najważniejsze jest spotkanie z człowiekiem i to, co z niego wyniknie.

Czym jest dla ciebie nominacja do Paszportów POLITYKI?
Film „Mów mi Marianna” powstał z potrzeby opowiedzenia czegoś, co jest dla mnie ważne. Chciałam opowiedzieć historię człowieka, opowiedzieć o jego potrzebie akceptacji i miłości. Dlatego nominacja do Paszportów POLITYKI jest dla mnie niesamowitym wyróżnieniem, nagrodą i zaszczytem – bo to, co dla mnie ważne, zostało zauważone i docenione.

Jak szukasz i znajdujesz bohaterów do swoich filmów?
Spotykam ich w życiu. Zazwyczaj jest tak, że to oni do mnie przychodzą. Jeżeli ktoś mnie zaciekawi, jeżeli się polubimy (bo to działa w obie strony) i jeżeli uznam, że warto zrobić o kimś takim film – wtedy to wychodzi naturalnie. Stajemy się kumplami i robimy coś wspólnie. Chcemy coś razem opowiedzieć. Sam film jest wtórny – najważniejsze jest spotkanie i to, co z niego wyniknie.

.
AŻ/Polityka

.

Utrzymujecie później kontakty?
Tak. Z Marianną też. To niesamowita bohaterka – pierwsza, której podoba się efekt, która jest zadowolona z filmu i która ogląda go przy okazji każdego pokazu.

Jak byś scharakteryzowała to, czym się zajmujesz?
Moja twórczość to sposób na komunikowanie się z ludźmi. Chciałabym, żeby była pretekstem do rozmów, do zastanowienia się. Żeby pokazywała różne sprawy z nowych perspektyw. Chciałabym odkrywać coś, na co zwykle nie zwraca się uwagi.

Z jaką najbardziej zaskakującą reakcją na to, co robisz, spotkałaś się dotychczas?
Syn, gdy zobaczył mój film, powiedział: „Mamo, jaki ty nudny film zrobiłaś…”. A tak serio – za każdym razem zaskakują mnie reakcje widzów na całym świecie. To niesamowite, jak emocjonalnie podchodzą do tej historii, że Marianna staje się dla nich ważna, bliska. Słyszę później od ludzi, że zanim przyszli do kina, mieli zupełnie inny pogląd na pewne sprawy.

A krytyczne reakcje?
Oczywiście się zdarzają. To nie jest film dla wszystkich. Dlatego tak bardzo cieszy mnie ta nominacja – film, który jest tak intymny i osobisty, został zauważony i okazał się ważny też dla innych osób. Spotykam się też z odrzuceniem samej tematyki, z niezrozumieniem, z przekonaniem, że zajmuję się dziwactwami. Ważna jest równowaga. To, że każdy ma prawo dany film odrzucić, ale są też tacy, których on przekona i do których trafi.

Kiedy zaczęłaś tworzyć?
Mam wrażenie, że nie tworzę. Wszystko, czym się zajmuję, dzieje się na zasadzie „wytnij – wklej” z rzeczywistości. Wycinam z otoczenia ludzi i sytuacje i wkładam to wszystko do scenariusza.

Kto był pierwszym recenzentem twoich filmów?
Zawsze moja rodzina – mąż i syn. Różnie reagują, ale zawsze szczerze. Za każdym razem uczestniczą w całym procesie. Liczę się z ich opinią.

Mają jakiś wpływ na ostateczny kształt dzieła?
Jeśli mają dobre pomysły…

Który swój film uznałabyś za najważniejszy?
„Mów mi Marianna” – nie tylko ze względu na tematykę, ale też na intymność tej opowieści, naszą wzajemną otwartość. Ten film opowiada o tym, co dla mnie ważne. Poza tym wyraża moją niezgodę na rzeczywistość, która nas otacza.

.
AŻ/Polityka

.

Pracujesz nad czymś teraz?
Dokumentuję. Mam nadzieję, że powstanie coś ciekawego – na razie nic więcej nie zdradzę.

Największe marzenie artystyczne?
Zawsze marzę, żeby zrobić kolejny film. I fajnie by było, gdyby był filmem wymarzonym właśnie – takim, który mam w głowie i który staje się osobnym bytem. To zawsze proces twórczy, coś rodzi się mimo walki i rezygnacji. Każdy film traktuję jak swoje dziecko.

Zobacz, za co nominowaliśmy Karolinę Bielawską »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj