Ewelina Marciniak: Nie nastawiałam się na skandal
Miłe faszyzmu początki
Rozmowa z Eweliną Marciniak, reżyserką teatralną, laureatką Paszportu POLITYKI, o odbiorze spektaklu z parą aktorów porno, miłości do muzyki i rozbuchanych inscenizacji.
Ewelina Marciniak
Leszek Zych/Polityka

Ewelina Marciniak

Próba do spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w reż. Eweliny Marciniak w Teatrze Polskim we Wrocławiu, 20 listopada 2015 r.
Bartłomiej Kudowicz/Forum

Próba do spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w reż. Eweliny Marciniak w Teatrze Polskim we Wrocławiu, 20 listopada 2015 r.

Polityka

Aneta Kyzioł: – Wkrótce po tym, jak zakończyliśmy zbierać głosy krytyków nominujących do „Paszportów”, odbyła się konferencja prasowa przed premierą twojej „Śmierci i dziewczyny” we wrocławskim Polskim. Zapowiedź, że wystąpi w niej para aktorów porno, skłoniła ministra kultury do wezwania do odwołania premiery, Krucjatę Różańcową do modłów przed teatrem, było też blokowanie wejścia. Spektakl stał się hitem, jest często grany, ale czy wciąż wzbudza protesty?
Ewelina Marciniak: – Nikt nie protestuje, a w teatrze są komplety. Często przyglądam się widzom i mam wrażenie, że na „Śmierć i dziewczynę” przychodzi trochę inna publiczność niż na resztę moich przedstawień. To ludzie, którzy zwykle do teatru nie chodzą, a tym razem przyszli zwabieni szumem wokół przedstawienia, sprawdzić, o co ta cała afera. Czasem mam wrażenie, że się denerwują, gdy nie nadążają za historią. W spektaklu są dwa wątki: relacji matki i córki, prowadzony fabularnie, linearnie, i wątek uczennicy i profesora, który z kolei się zapętla. Śmieją się też w innych miejscach niż publiczność bardziej wyrobiona. Kiedy student mówi do swojej nauczycielki: „Jesteś jebnięta” wybuchają śmiechem, a gdy pada bardziej subtelnie dowcipna kwestia: „Proszę mi pokazać swojego Beethovena”, nie ma reakcji. To pokazuje, jak odmienne jest poczucie humoru osób, które chodzą do teatru, i tych, które nie chodzą, czyli większości Polaków.

A jakie były reakcje na sceny z udziałem aktorów porno? Przed premierą mówiłaś, że oczekujesz zatrwożenia, nie manifestacji.
Ta pierwsza scena, otwierająca spektakl, która powstała jako ironiczna odpowiedź na reakcje władz i mediów na informację, że w spektaklu wystąpi para aktorów porno z Czech, jest powszechnie odbierana jako rodzaj żartu. Wszyscy czują, że para kopulująca w przerysowany sposób w rytm muzyki heavymetalowej ze stroboskopowymi światłami to celowe przegięcie. Ale myślę też, że ten akt seksualny, który się tam odbywa, a potem pojawia się w jeszcze jednej scenie, budzi jednak zatrwożenie, bo ma w sobie jakąś przestrzeń pustki. Chodziło mi o stworzenie sytuacji, w której dziewczyna siedzi w sex shopie i patrzy. Sceny z udziałem pary aktorów porno są tylko dwie, bo ich poszukiwanie długo trwało i późno dołączyli do obsady. Wspólnie ustaliliśmy, o jakie pozycje nam chodzi, o jaką mechanikę. Okazali się nie tylko profesjonalni, ale też, ku mojemu zaskoczeniu, bardzo zaangażowani. Na próbach wznowieniowych oświadczyli, że przemyśleli swoją rolę i wydaje im się, że mogliby trochę urozmaicić swoje wejścia. Zaproponowali nowe pozycje, a potem, jak wszyscy aktorzy po spektaklu, czekali na uwagi. Powiedziałam: „Good fuck”.

Wśród różnych opinii na temat tego spektaklu pojawiły się też i takie, że pornoskandal wokół „Śmierci i dziewczyny” to dla przeciwników teatru finansowanego z publicznych środków dobry argument: nie warto płacić za skandale i ekscesy. Myślałaś o tym?
Nie nastawiałam się na skandal, byłam zaskoczona tym, że teatr zainteresował osoby zwykle w nim niebywające. Ale myślę, że ostatecznie wyszło na dobre. Frekwencja pokazuje, że przyszli właśnie ci, którzy zwykle do teatru nie chodzą, i mogli się przekonać na własne oczy, że żadnego skandalu nie było. Jeśli coś ich zaskoczyło, to raczej piękna scenografia Kasi Borkowskiej. Do tego spektakl ma filmowy montaż, który też ułatwia oglądanie.

Jednym z tematów „Śmierci i dziewczyny” jest tresura artysty, konkretnie pianisty, oraz traumy i urazy psychiczne, które jej towarzyszą. Pochodzisz z muzycznej rodziny, twój tata jest pianistą. Spektakl zawiera elementy autobiograficzne?
Mój brat, 18 lat starszy ode mnie, był przez tatę tresowany na muzyka. Mnie to zostało odpuszczone i zawsze im tego wspólnego muzykowania, tego porozumienia zazdrościłam. Mój tata dążył do perfekcji. W Kudowie-Zdroju, gdzie mieszkaliśmy, nie było szkoły muzycznej, było tylko ognisko muzyczne. A tata uważał, że albo szkoła, albo nic. Nie zaszczepił mi muzyki, ale dążenie do perfekcji – owszem.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj