Z odzysku
Debiut fabularny Sławomira Fabickiego, jednego z najbardziej obiecujących polskich reżyserów, który w 2002 r. za etiudę „Męska sprawa” nominowany był do Oscara.

„Z odzysku” wpisuje się w nurt dominujący we współczesnym młodym polskim kinie, które zwraca się ku rzeczywistości. Pejzaż taki sam jak w wielu filmach rówieśników Fabickiego: zdegradowane śląskie miasteczko, w którym raczej nie ma widoków na piękne życie.

Głównym bohaterem jest 19-letni Wojtek (bardzo dobra rola Antoniego Pawlickiego), który nie ma wielkich marzeń, ale też nie chciałby przegrać życia walkowerem. Chce się usamodzielnić, tym bardziej że poza dziadkiem, człowiekiem z innej epoki, nie ma tu na kogo liczyć. (To też charakterystyczne dla filmów dzisiejszych debiutantów – ich bohaterowie są bardzo samotni). Zakochany w starszej od siebie kobiecie, pracującej w Polsce nielegalnie Ukraince, chciałby jak prawdziwy mężczyzna zapewnić jej opiekę. Szuka stałej pracy. Najpierw w cementowni, potem trochę boksuje, wreszcie zostaje ochroniarzem.

Wkrótce się zorientuje, że agencja zatrudnia swych młodych pracowników wprawdzie do ochrony, lecz przede wszystkim bandyckich interesów bossa (świetny w roli Jacek Braciak). Boss, na co dzień przykładny wręcz ojciec rodziny, polubił Wojtka, dlatego zleca mu coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Wojtek musi nauczyć się bić (pierwszy cios jest najtrudniejszy) i jak najszybciej zapomnieć o takich uczuciach jak litość, współczucie czy miłosierdzie. Dotyczy to również jego najbliższych współpracowników. W świecie złym musi być zły. Inaczej zostanie odrzucony, straci pracę, a pewnie i kobietę. A jednak reżyser nie pozbawia ostatecznie swego bohatera złudzeń.

W ostatniej symbolicznej scenie Wojtek, sponiewierany i przegrany, usiłuje przepłynąć rzekę. Wychodzimy z kina, nie mając pewności: dotrze na tamten drugi brzeg czy nie? Mocne, rzetelne, poruszające kino.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj