Recenzja spektaklu: "Ernani", reż. Michał Znaniecki

Ernani na witrażu
Michał Znaniecki obiecuje, że po tej premierze będzie reżyserował mniej.

Michał Znaniecki objął od tego sezonu dyrekcję Teatru Wielkiego w Poznaniu i jako pierwszą premierę przedstawił „Ernaniego” – dzieło, które było mu kilka lat temu proponowane przez ten teatr. Obiecuje jednak, że po tej premierze będzie reżyserował mniej. Jego „Ernani” jest zapowiedzią zmian: wystawiony został w koprodukcji z operami w Bilbao i Tel Awiwie, z udziałem kilku włoskich śpiewaków (na premierze: Emmanuel di Villarosa w roli tytułowej, Luca Salsi jako Carlo, Marco Vinco jako Silva; jedyną osobą związaną z poznańskim teatrem była Barbara Kubiak w roli Elviry); tak ma się dziać częściej.

Realizacja jest osadzona w jakiejś abstrakcyjnej i metaforycznej przeszłości; akcja rozgrywa się na ogromnym, półleżącym na ziemi witrażu, a każda z głównych postaci ma własne czerwone krzesło, dopasowane stylistyką do charakteru roli. Statyczność tego belcantowego dzieła z wczesnego okresu twórczości Verdiego została w ten sposób podkreślona. Śpiewacy są w większości na znakomitym poziomie; świetny jest też chór, a Mieczysław Nowakowski, powracający po latach do teatru, prowadzi orkiestrę z ogromną werwą. Obiecujący początek sezonu.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj