Recenzja spektaklu: "Sztuka bez tytułu”, reż. Agnieszka Glińska

Sztuka bez sensu
Napięć między bohaterami szukać by ze świecą

"Sztuka bez tytułu” – pod tym tytułem Agnieszka Glińska wystawiła w warszawskim Teatrze Współczesnym sztukę Antoniego Czechowa znaną w Polsce jako „Płatonow”. Gdyby na chwilę zapomnieć, że jesteśmy w stolicy i oglądamy gwiazdy (obok Borysa Szyca w głównej roli, w spektaklu występują m.in. Krzysztof Kowalewski, Andrzej Zieliński, Dominika Kluźniak, Damian Damięcki), można by odnieść wrażenie, że to teatr z prowincji rozpościera przed nami swoje wdzięki.

Tandetna scenografia i brzydkie, stylizowane na XIX-wieczne kostiumy, doklejane wąsy, brody, Zieliński jako Osip w łachmanach, z jakimś drapakiem na głowie... W aktorstwie – wyprzedaż: tricki, sposobiki, szarże. Szyc wdzięczy się do widowni i podbechtany jej śmiechem, podkręca kolejne wejścia. Po co to wszystko: te wąsy, kapelusze, fraki, w jakiej sprawie? Ani to dramat ludzi, którzy stracili poczucie sensu, ani hamletyzowanie Płatonowa miotającego się między wysokimi aspiracjami ducha a słabością ciała, ani konflikt pokoleń. Ani nawet teatr psychologiczny – napięć między bohaterami szukać by ze świecą. Może zatem farsa? Karykaturalną scenę dziejącą się w głowie Płatonowa, w której nawiedzają go wszystkie kobiety razem, namawiając do wyjazdu, do romansu, do wspólnego życia, trudno w zasadzie odróżnić od pozostałych, równie karykaturalnych.

Życie jest farsą? Bardzo odkrywcze. Czechow jednak pisał tragifarsy (albo raczej tragikomedie) – i tego pierwszego członu w spektaklu Glińskiej zabrakło.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj