Recenzja spektaklu: "Traviata", reż. Mariusz Treliński

Traviata w klubie
Reżyser zbyt często cofa śpiewaków w głąb sceny, co ma fatalny wpływ na ich słyszalność
Krzysztof Bieliński/ Teatr Wielki, Opera Narodowa/materiały prasowe

Właściwie śpiewającym na premierze „Traviaty” w Operze Narodowej Aleksandrze Kurzak (Violetta) i Andrzejowi Dobberowi (Germont) należy się sześć gwiazdek. Przy ich duecie w II akcie zapomina się o wszystkim i słucha tylko śpiewu, nieważne, że nad basenem, obecnym chyba we wszystkich „nowomodnych” inscenizacjach.

Jeśli zaś o sam spektakl chodzi, Mariusz Treliński tym razem, próbując uwspółcześnić nieco akcję, w miarę wiernie, jak na siebie, trzymał się tekstu, nie dopisał innej historii.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną