Recenzja spektaklu: "Metafizyka dwugłowego cielęcia", reż. Michał Borczuch

Metafizyka po bziku
Witkacy w reżyserii trzydziestolatka Michała Borczucha to rodzaj jam session z powracającymi tematami

Witkacy w reżyserii trzydziestolatka Michała Borczucha to rodzaj jam session z powracającymi tematami, na podstawie Witkacego. Rzecz dzieje się na Papui-Nowej Gwinei, dokąd przed laty wyemigrowali rodzice Karmazyniella (Sebastian Pawlak). Gdy matka (Maria Maj) informuje chłopaka o tym, że wraz z dawnym kochankiem, być może jego prawdziwym ojcem, sprowokowała śmierć męża, Karmazyniello rozpoczyna poszukiwanie swoich korzeni, zadaje pytania o rodzinę, o role społeczne, o miłość. Wraz z przyrodnim rodzeństwem Parwisów: Ludwikiem (Rafał Maćkowiak) i Mirabellą (Agnieszka Podsiadlik) zaczynają spektakl naśladowania świata dorosłych. Biała kobieta jest tu erotyczną zabawką i męskim trofeum, mężczyzna ma być zdobywcą, podporządkowującym sobie świat, musi walczyć z innymi mężczyznami o władzę i kobietę. Młodzi odgrywając te role przypominają dzieci, przymierzające przed lustrem za duże buty rodziców – wyglądają w nich komicznie, niezdarnie się poruszają, nie bardzo wiedzą, co właściwie robią. Jeśli „Bzik tropikalny” Witkacego, wyreżyserowany przez Grzegorza Jarzynę w tym samym teatrze przed 13 laty, był portretem upadku świata wartości i narodzin chaosu, to „Metafizyka dwugłowego cielęcia” pokazuje następstwa tego procesu dla kolejnego pokolenia. Paradoksalnie, im bardziej pojęcie rodziny jest martwe, tym bardziej żyje. Stając się obsesją współczesnego człowieka, leczącego w gabinetach psychologów traumy z dzieciństwa. I najmłodszego pokolenia reżyserów, dla których jest najważniejszym tematem.

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Metafizyka dwugłowego cielęcia, reż. Michał Borczuch, TR Warszawa

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj