Recenzja spektaklu: "Nowy Don Kiszot", reż. Natalia Kozłowska
Polskość z remizy strażackiej
Sztuka Fredry o młodym chłopcu szukającym przygód i sławy.
Możemy podziwiać drewnianą grę aktorów Polskiego (i to by było na tyle, jeśli chodzi o świeżość, którą dyrektor Andrzej Seweryn wpuszcza przez okna do teatru przy Karasia)
Andrzej Rybczyński/PAP

Możemy podziwiać drewnianą grę aktorów Polskiego (i to by było na tyle, jeśli chodzi o świeżość, którą dyrektor Andrzej Seweryn wpuszcza przez okna do teatru przy Karasia)

Dziełko Fredry „Nowy Don Kiszot” w reżyserii debiutantki Natalii Kozłowskiej. Słabsze w jego bogatym dorobku i nie bez przyczyn rzadko wystawiane – o młodym chłopcu szukającym przygód i sławy, zanim pozwoli się zamknąć w rolach przewidzianych przez społeczeństwo: szlachcica na zagrodzie, męża i ojca, zostało ubrane w konwencję komedii dell’arte, ale z rodzimym sznytem i urokiem wiejskiej remizy.

Zaczyna się od scenki pijaństwa – boki zrywać. W dalszych scenach mielizny historyjki i drewnianą grę aktorów Polskiego, którzy w konwencji dell’arte radzą sobie tak samo jak w każdej innej, ubarwiają numery śpiewane i tańczone – wszystkie w porażającym stylu dożynkowym. Na koniec zaś polskość jest sławiona w pieśni i tańcu (mazur). Gdy aktorzy na moment zastygają w ruchu, jakbyśmy oglądali pozytywkę, która nagle się zacięła, wszelkie wątpliwości znikają. Brzydota, siermiężność, napompowanie i głupota całego dwugodzinnego widowiska była przemyślaną konwencją teatralną obrazującą rozkład mentalny i estetyczny rodaków. W ten oto sposób Teatr Polski wyważa drzwi szeroko otwarte przez polskich reżyserów jakieś pięć–sześć lat temu, m.in. przez pierwsze, plakatowe spektakle Jana Klaty. I to by było na tyle, jeśli chodzi o świeżość, którą dyrektor Andrzej Seweryn wpuszcza przez okna do teatru przy Karasia.

Nowy Don Kiszot, Aleksander Fredro, reż. Natalia Kozłowska, Teatr Polski w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj