Recenzja spektaklu: "Casablanca", reż. Michał Siegoczyński

Odkrywanie Casablanki
Czego tu nie ma: granie i niegranie, taniec współczesny, pantomima i gimnastyka, faszystowskie przebieranki...
Piotr Ligienza w spektaklu o władzy, seksie i faszyzmie
Teatr Powszechny/materiały prasowe

Piotr Ligienza w spektaklu o władzy, seksie i faszyzmie

Gdyby z przedstawienia Siegoczyńskiego zrobić półtoragodzinny wybór najlepszych scen, „Casablanca” z warszawskiego Powszechnego byłaby momentami zabawną, współczesną analizą procesu kreacji mitu czy produkcji ikon popkultury na przykładzie znanego wyciskacza łez. Nawet fakt, że w spektaklu nie ma ani jednego świeżego pomysłu inscenizacyjnego czy odkrywczej myśli, można by jakoś przełknąć. Jednak spektakl trwa trzy godziny i jest pełen dowodów na to, że film Curtiza (z 1942 r.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną