Recenzja spektaklu: "Jakob Lenz", reż. Natalia Korczakowska

W pętach schizofrenii
Muzyka, ostro dysonansowa, ale z nawiązaniami do protestanckich chorałów.
Holger Falk w roli pogrążającego się w schizofrenii artysty
Krzysztof Bieliński/ Teatr Wielki, Opera Narodowa/materiały prasowe

Holger Falk w roli pogrążającego się w schizofrenii artysty

Tapeta z sielskimi scenami w tle, ruchome podesty pokryte słomą – to natura, świat realny. Czarne geometryczne wieloboki, przesuwające się po scenie – to twory chorej wyobraźni bohatera. Tak w skrócie przedstawia się obraz stworzony przez reżyserkę Natalię Korczakowską i scenografkę Annę Met dla kameralnej opery Wolfganga Rihma „Jakob Lenz”, kolejnej wystawionej w Operze Narodowej w cennym cyklu dzieł XX-wiecznych i współczesnych – Terytoria.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną