Recenzja spektaklu: "Jakob Lenz", reż. Natalia Korczakowska

W pętach schizofrenii
Muzyka, ostro dysonansowa, ale z nawiązaniami do protestanckich chorałów.
Holger Falk w roli pogrążającego się w schizofrenii artysty
Krzysztof Bieliński/ Teatr Wielki, Opera Narodowa/materiały prasowe

Holger Falk w roli pogrążającego się w schizofrenii artysty

Tapeta z sielskimi scenami w tle, ruchome podesty pokryte słomą – to natura, świat realny. Czarne geometryczne wieloboki, przesuwające się po scenie – to twory chorej wyobraźni bohatera. Tak w skrócie przedstawia się obraz stworzony przez reżyserkę Natalię Korczakowską i scenografkę Annę Met dla kameralnej opery Wolfganga Rihma „Jakob Lenz”, kolejnej wystawionej w Operze Narodowej w cennym cyklu dzieł XX-wiecznych i współczesnych – Terytoria. Młodzieńcza opera niemieckiego kompozytora oparta jest na opowiadaniu Georga Büchnera dotyczącym postaci autentycznej, poety i dramaturga współczesnego Goethemu (i z nim zaprzyjaźnionego), którego zaczęła prześladować schizofrenia.

Muzyka, ostro dysonansowa, ale z nawiązaniami do protestanckich chorałów, ilustruje rozpad osobowości Lenza, dokonujący się podczas pobytu w wiejskim domu poczciwego pastora Oberlina, oraz całkowitą bezradność otoczenia wobec choroby umysłowej. Główne postaci muszą się wykazać zarówno kunsztem wokalnym, jak i aktorskim. Tu klasą dla siebie jest Holger Falk w roli tytułowej; świetnie partneruje mu Jacek Janiszewski jako Oberlin i Daniel Kirch jako przyjaciel Lenza Kaufmann. Całość sugestywnie prowadzi Wojciech Michniewski.

Wolfgang Rihm, Jakob Lenz, Opera Narodowa

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj