Recenzja spektaklu: "Matsukaze", reż. Sasha Waltz

Europejska Japonia
Ta opowieść o miłości mocniejszej niż życie jest pokazana przez tancerzy Sashy Waltz niedosłownie.
Spektakl powstał w koprodukcji m.in. z teatrem w Luksemburgu, gdzie dopiero zostanie pokazany. Miejmy nadzieję, że jeszcze wróci do nas
Tomasz Gzell/materiały prasowe

Spektakl powstał w koprodukcji m.in. z teatrem w Luksemburgu, gdzie dopiero zostanie pokazany. Miejmy nadzieję, że jeszcze wróci do nas

Utwory Toshio Hosokawy grywane były już wielokrotnie na Warszawskich Jesieniach. Charakterystyczne dla jego twórczości jest to, że mimo wielu nawiązań i odniesień do kultury i muzyki japońskiej, nie rezygnuje z europejskiego współczesnego języka muzycznego. A raczej – daje mu japońską przestrzeń. W operze „Matsukaze” poszedł w swych nawiązaniach chyba jak dotąd najdalej: oparł się na treści tradycyjnego spektaklu teatru nō. Dwie siostry, Matsukaze i Murakame, zakochały się w tym samym mężczyźnie, który odszedł do miasta i tam zmarł; ich tęsknota przetrwała nawet ich własną śmierć.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną