Recenzja spektaklu: "Mewa", reż. Paweł Miśkiewicz

Mewa śmieszka
Kameralnemu spektaklowi bliżej do dystansu i rezygnacji Arkadiny i Trigorina niż wiary w siłę teatru Trieplewa i Niny.
Aktorzy: Iwona Bielska, Roman Gancarczyk (od lewej) i Wiktor Loga-Skarczewski podczas próby spektaklu
Jacek Bednarczyk/materiały prasowe

Aktorzy: Iwona Bielska, Roman Gancarczyk (od lewej) i Wiktor Loga-Skarczewski podczas próby spektaklu

O „Mewie” Miśkiewicza można rzec: Czechow skondensowany (szóstka aktorów, półtorej godziny) i tak śmieszny, że aż smutny. Iwona Bielska (Arkadina), Zbigniew Z. Kaleta (Trigorin), Roman Gancarczyk (Dorn) i Urszula Kiebzak (Masza) grają ludzi/artystów, pozbawionych złudzeń zarówno względem życia, jak i – wydaje się – zawodu, który przed laty obrali.

Grają na granicy szarży, farsowo, z gorzką autoironią. Bawią się komicznym skupieniem bohaterów na sobie, pretensjonalnością ich najgłębszych wyznań, wdzięczeniem się do widza.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną