Recenzja opery: "Święto wiosny", choreografia Wacław Niżyński i in.
Trzy różne wiosny
To prawdziwe ryzyko – zestawienie w jednym spektaklu (pierwsze chyba w historii) trzech choreografii tego samego dzieła.
Spektakl – wydawałoby się – muzealny wstrząsa wizjonerstwem, nieledwie okrucieństwem i nowatorstwem w sztuce tańca
Eugeniusz Helbert/Forum

Spektakl – wydawałoby się – muzealny wstrząsa wizjonerstwem, nieledwie okrucieństwem i nowatorstwem w sztuce tańca

Jednak chodzi tu o utwór tak skomplikowany i naładowany znaczeniami i emocjami, że za każdym razem słyszymy w nim coś nowego, zwłaszcza gdy na scenie pojawiają się tak różne obrazy. Największym wydarzeniem wieczoru jest pierwszy w Polsce pokaz rekonstrukcji choreografii premierowej Wacława Niżyńskiego, dokonanej przez Millicent Hodson na podstawie notatek i wywiadów m.in. z Marie Rambert, asystentką Niżyńskiego. To pewien szok, bo spektakl – wydawałoby się – muzealny wstrząsa wizjonerstwem, nieledwie okrucieństwem i nowatorstwem w sztuce tańca. Do tej wizji nawiązuje choreografia Béjarta z 1959 r., choć opowiada inną historię – oryginał mówi o agresji grupy wobec jednostki, tu mowa jest o wiosennym odrodzeniu poprzez miłość fizyczną (Béjart jest tu prekursorem rewolucji obyczajowej, która dokona się za 10 lat).

Pomiędzy nimi dla kontrastu pokazano kameralną realizację izraelskiego choreografa Emanuela Gata, stworzoną w poprzek tego monumentalnego dzieła. Warto podkreślić niezłą (choć jeszcze nierewelacyjną) formę Polskiego Baletu Narodowego oraz nader trudne zadanie, jakie stanęło przed orkiestrą Opery Narodowej i laureatem Paszportu POLITYKI, dyrygentem Łukaszem Borowiczem, a z którego wywiązują się świetnie.

Igor Strawiński, Święto wiosny, choreografie: Wacław Niżyński (rekonstrukcja), Emanuel Gat, Maurice Béjart, Opera Narodowa w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj