Recenzja opery: "Święto wiosny", choreografia Wacław Niżyński i in.

Trzy różne wiosny
To prawdziwe ryzyko – zestawienie w jednym spektaklu (pierwsze chyba w historii) trzech choreografii tego samego dzieła.
Spektakl – wydawałoby się – muzealny wstrząsa wizjonerstwem, nieledwie okrucieństwem i nowatorstwem w sztuce tańca
Eugeniusz Helbert/Forum

Spektakl – wydawałoby się – muzealny wstrząsa wizjonerstwem, nieledwie okrucieństwem i nowatorstwem w sztuce tańca

Jednak chodzi tu o utwór tak skomplikowany i naładowany znaczeniami i emocjami, że za każdym razem słyszymy w nim coś nowego, zwłaszcza gdy na scenie pojawiają się tak różne obrazy. Największym wydarzeniem wieczoru jest pierwszy w Polsce pokaz rekonstrukcji choreografii premierowej Wacława Niżyńskiego, dokonanej przez Millicent Hodson na podstawie notatek i wywiadów m.in. z Marie Rambert, asystentką Niżyńskiego. To pewien szok, bo spektakl – wydawałoby się – muzealny wstrząsa wizjonerstwem, nieledwie okrucieństwem i nowatorstwem w sztuce tańca.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną