Recenzja spektaklu: "Po co są matki", reż. Robert Gliński
Po co są takie spektakle
Aktorki wypowiadają kwestie jednym tonem, od początku do końca grają swoje role na jednej nucie.
Paulina Holtz i Joanna Żółkowska
Jacek Łagowski/Agencja Gazeta

Paulina Holtz i Joanna Żółkowska

Tekst Hindi Brooks to pozbawiony dramaturgii zlepek tematów podejrzanych w kobiecej kolorowej prasie. Matka i córka – kobieta staromodna i kobieta nowoczesna – siedzą na plaży i odfajkowują kolejne tematy: faceci i dzieci, brak miłości i brak futra, samotność i zmarszczki. Reżyserujący spektakl Robert Gliński nie miał na tę wyliczankę żadnego pomysłu, tak jakby wszystko miała za niego załatwić obsada – grające matkę i córkę Joanna Żółkowska i Paulina Holtz (prywatnie także matka i córka). Nie załatwia.

Aktorki wypowiadają kwestie jednym tonem, od początku do końca grają swoje role na jednej nucie. W ich opowieściach futro jest tak samo ważne jak miłość, a masturbacja i zły seks tak samo traumatyczne i wstydliwe jak aborcja. Zwierzenia, kolejne wyjawiane szokujące tajemnice nie zmieniają relacji między matką i córką, nie zmieniają też ich samych. Nie ma w tym wszystkim grama psychologicznego prawdopodobieństwa, trudno więc współczuć bohaterkom. Z kolei średnio zabawne dialogi nie czynią ze spektaklu pustej, ale zabawnej komedyjki. Więc po co to wystawiać?

Hindi Brooks, Po co są matki, reż. Robert Gliński, Teatr Polonia w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj