Recenzja spektaklu: "Jackson Pollesch", reż. Rene Pollesch
Kreatywność, kapitalizm, network
Gwiazda niemieckiego teatru po raz drugi pracuje z aktorami TR Warszawa i ponownie na przykładzie artysty bada status człowieka epoki późnego kapitalizmu.
Roma Gąsiorowska i Tomasz Tyndyk
Tadeusz Późniak/Polityka

Roma Gąsiorowska i Tomasz Tyndyk

„Jackson Pollesch” to oparte na zbiorze esejów „Kreation und Depression” Christopha Menke i Juliana Rebentischa dywagacje na temat kreatywności – niegdyś cechy właściwej jedynie artystom, która w kapitalizmie stała się naczelnym przykazaniem skrupulatnie wypełnianym przez całą ludzkość. Rolą artystów stało się dostarczanie paliwa dla kreatywności widzów, która ujście znajduje dziś na forach internetowych, blogach, Facebooku, Twitterze czy Naszej Klasie. W networku, współczesnej sieci powiązań, w której funkcjonujemy. Całemu temu szaleństwu symbolicznie patronuje Jackson Pollock – malarz i bohater filmu dokumentalnego z początku lat 50., którego tematem nie była jego twórczość, ale twórcze życie.

Szóstka aktorów bohaterów oraz inspicjent w atakach buntu przeciw wymogowi kreatywności próbuje w ciągu 60 minut odgrywać najbardziej wytarte, odtwórcze farsowe schematy. Bo może najbardziej awangardowa i wywrotowa dziś jest pasywność, a prawdziwa wolność to nie wolność kreacji, tylko wolność od kreacji? Łatwo powiedzieć...

Jackson Pollesch, tekst i reżyseria: Rene Pollesch, TR Warszawa

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj