Recenzja spektaklu: "Księżyc i magnolie", reż. Maciej Wojtyszko

Banany i orzeszki
Spektakl Wojtyszki jest momentami zabawny i lekki. Trudno jednak dociec, po co właściwie powstał.
Marcin Dorociński i Łukasz Simlat
Ireneusz Sobieszczuk/TVP

Marcin Dorociński i Łukasz Simlat

Kostiumowa komedia Hutchinsona, z akcją umiejscowioną w 1939 r. w biurze hollywoodzkiego studia filmowego, to tzw. przyjemny drobiażdżek. Grany przez Marcina Dorocińskiego (dzień przed premierą „Księżyca i magnolii” startuje w Dwójce serial „Głęboka woda” z Dorocińskim w roli głównej) bohater jest polskim Żydem, który z Żeleźniaka stał się Davidem Selznickiem. Znacznie ważniejszy niż jego pochodzenie (choć mamy tu i krytykę dyskryminacji obywateli żydowskiego pochodzenia w przedwojennej Ameryce) jest jednak fakt, że ożenił się z córką wielkiego producenta filmowego Mayera (tego od Metro-Goldwyn-Mayer), zaczął pracę w firmie teścia, a teraz zamierza się usamodzielnić.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną