Recenzja spektaklu: "Opowieści zimowe", reż. Iga Gańczarczyk
Opowieści Andersena
„Opowieści zimowe” to spektakl familijny, w założeniu atrakcyjny zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.
Na pierwszym planie Marta Ścisłowicz jako Gerda
Teatr Polski w Bydgoszczy/materiały prasowe

Na pierwszym planie Marta Ścisłowicz jako Gerda

Dla tych pierwszych są więc wybryki niesfornego Psa i puszczanie baniek mydlanych, zabawna Finka przypominająca wielkiego białego ptaka, przebieranki i aktorskie wygłupy. Dla drugich – opowieść o niespełnieniu, nieumiejętności życia tu i teraz, o wiecznym oczekiwaniu na to prawdziwe, ekscytujące życie, które dopiero przed nami; czy, niezbyt udana, zrealizowana w formie koncertu scena opowieści kwiatów o śmierci. Na scenariusz złożyły się trzy baśnie Andersena: historia marzącej o wyrwaniu się z lasu Choinki (roztańczona Anita Sokołowska), opowieść o Śniegowym Bałwanie (Mateusz Łasowski) unicestwionym przez miłość do pieca i – ta najbardziej znana – o Kaju (Grzegorz Twaróg) i Gerdzie (Marta Ścisłowicz).

Główni i poboczni bohaterowie opowiadają kolejne historie, co nadaje spektaklowi charakter powieści szkatułkowej, ale też czyni go, zwłaszcza w pierwszej części, nieznośnie statycznym. W drugiej połowie – głównie za sprawą podróży Gerdy w poszukiwaniu porwanego przez Królową Śniegu Kaja – akcja nabiera dynamiki, a dziecięca widownia się ożywia. Jednak największą atrakcją spektaklu pozostaje scenografia (autorstwa duetu LATALA design) – zawieszone nad sceną rusztowanie z olbrzymimi kwiatami-płatkami śniegu, które w trakcie spektaklu ożyją. Płatki będą się rozchylać i zamykać, obniżać i falować – efekt magiczny, który zachwyca zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Hans Christian Andersen, Opowieści zimowe, reż. Iga Gańczarczyk, Teatr Polski w Bydgoszczy

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj