Recenzja spektaklu: "Kordian", reż. Szymon Kaczmarek
Sparaliżowany Kordian
„Kordian” Szymona Kaczmarka jest sparaliżowanym mężczyzną w średnim wieku (Adam Nawojczyk).
W środuk Adam Nawojczyk w roli Kordiana
Michał Łepecki/Agencja Gazeta

W środuk Adam Nawojczyk w roli Kordiana

Z pomocą swojego młodego opiekuna/sobowtóra (Szymon Czacki) planuje samobójstwo – ma nawet specjalne urządzenie z kroplówkami do eutanazji. Wcześniej jednak zwołuje najbliższych, by – w ramach pożegnania – przeczytali z podziałem na role jego ulubioną sztukę, „Kordiana” Słowackiego. Ojciec (Jacek Romanowski) i matka (Beata Paluch), ksiądz (Zbigniew Ruciński) i była ukochana (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) czytają więc z kartek, potykając się o słowa wieszcza. Do tego momentu spektakl w Starym jest serią aktorskich etiud na temat: amatorzy zażenowani sztuczną sytuacją odgrywania ról oraz bliscy próbujący sobie poradzić z decyzją o samobójstwie Kordiana.

Punkt wyjścia jest mocno naciągany, tłumaczenie dramatu romantycznego na XXI-wieczny realizm – łopatologiczne (nie brakuje nawet palenia marihuany), ale im dalej, tym gorzej. Nagle bohaterowie zaczynają mówić tekstem Słowackiego z pamięci. Ojciec staje się Grzegorzem, matka – Wiolettą, młody Kordian włącza i wyłącza sprzęt stereo i kamerę albo rozrzuca książki po scenie. Spektakl staje się pośpiesznym brykiem szkolnej lektury, bezradność reżysera bije po oczach, męka aktorów udziela się widzom. Najsmutniejsze, że to kolejna nieudana premiera w krakowskim Starym, który od dwóch sezonów dramatycznie traci impet.

Juliusz Słowacki, Kordian, reż. Szymon Kaczmarek, Stary Teatr w Krakowie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj