Recenzja spektaklu: "Jerry Springer. The Opera", reż. Jan Klata

Bądźmy dla siebie dobrzy na wiosnę
Jest absurdalnie, ironicznie, z zabawnymi spiętrzeniami wulgaryzmów i niepoprawnością polityczną – jakby Monty Python zmartwychwstał i zajął się analizą współczesnej telewizji.
Jerry Springer (Wiesław Cichy) show
Łukasz Głowala/Agencja Gazeta

Jerry Springer (Wiesław Cichy) show

Bohater jednego z najgłośniejszych musicali ostatnich lat, „Jerry Springer. The Opera”, jest gospodarzem nadawanego od ponad dwóch dekad, popularnego nie tylko w USA, telewizyjnego talk-show – ostrzejszej i bardziej konfrontacyjnej wersji „Rozmów w toku” Ewy Drzyzgi w TVN. W studiu przypominającym kościół celebrowane są msze za współczesne, błądzące społeczeństwo. Z „brudnych tajemnic” spowiadają się narzeczeni zdradzający narzeczone z transwestytami, przyszli mężowie marzący, aby narzeczone zmieniały im pampersy i dawały klapsy, sprzątaczka (genialna głosowo Emose Uhunmwangho) marząca o karierze striptizerki i jej mąż – maczo/zoofil (Cezary Studiak).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną