Recenzja spektaklu: "Opowieści biblijne", dyrygent: Jakub Chrenowicz
Wariacje biblijne
Cztery gwiazdki to średnia dla spektaklu złożonego z trzech baletów. Ale za pierwszy należy się pięć.
Scena z „Kaina i Abla”
Ewa Krasucka/Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie

Scena z „Kaina i Abla”

Nie byle komu, bo trzem wielkim artystom swojej epoki: Siergiejowi Prokofiewowi, George’owi Balanchine i Georges’owi Rouault, współautorom „Syna marnotrawnego”, ostatniej realizacji słynnych Baletów Rosyjskich (premiera miała miejsce trzy miesiące przed śmiercią Diagilewa). Choreografia Balanchine’a nie jest tu poddana tylko – jak to najczęściej u niego bywało – estetyce, lecz także emocjom, w czym dopasowuje się do muzyki. Rekonstrukcja jest pieczołowita (świetny Maksim Wojtiul w roli tytułowej).

Do tego historycznego spektaklu dodano dwa współczesne. „Kain i Abel” Emila Wesołowskiego, z dobranymi fragmentami muzyki Andrzeja Panufnika, opowiada w skrócie historię dwóch braci (ten zły jest w białej koszuli i krawacie). Tym razem jednak poszło o dziewczynę, nie jest to więc całkiem opowieść biblijna. Enigmatyczna jest trzecia choreografia – „Sześć skrzydeł aniołów” Jacka Przybyłowicza (z kiepsko wykonanymi utworami Pergolesiego, Vivaldiego i Bacha, przeplecionymi muzyką elektroniczną kompozytora o pseudonimie Prasqual), gdzie grupa tańcząca klasycznie przeplata się z grupą tzw. tańca współczesnego, gromadząc się wokół martwego ciała (może Chrystusa?). Do obu współczesnych realizacji prostą i efektowną scenografię wykonał Boris Kudlička.

Opowieści biblijne, dyrygent: Jakub Chrenowicz, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj