szukaj
Recenzja spektaklu: „Hamlet”, reż. Maciej Englert
Hamlet nonszalancki
Jest to najbardziej prozaiczne, odarte z tajemnic, wyzute z metafizyki i z poezji wystawienie „Hamleta”, jakie można sobie wyobrazić.
Borys Szyc gra Hamleta z taką samą nonszalancją i tym samym tembrem głosu, z jakimi gra w reklamach.
Magda Hueckel/Materiały prasowe

Borys Szyc gra Hamleta z taką samą nonszalancją i tym samym tembrem głosu, z jakimi gra w reklamach.

W pierwszej scenie aktorzy Współczesnego schodzą się na próbę „Hamleta”. Kolejne cztery godziny spektaklu wypełni nam obserwowanie, jak współczesny, pracujący na co dzień głównie w telewizji aktor próbuje się zmierzyć z tekstem sztuki wszech czasów. Efektem jest najbardziej prozaiczne, odarte z tajemnic, wyzute z metafizyki i z poezji wystawienie
„Hamleta”, jakie można sobie wyobrazić. Reżyser wybrał przegadane tłumaczenie Paszkowskiego, w którym Szekspir brzmi prawie jak scenarzysta naszych telenowel, ale mimo to serialowi aktorzy z najwyższym trudem wypowiadają swoje kwestie. Momentom grozy, jak w filmach klasy b, towarzyszy „muzyka grozy” – tu skomponowana przez Zygmunta Koniecznego – a sceny łączy filmowy montaż. Wszystko razem sprawia wrażenie serialu kryminalnego polskiej produkcji, z jaką taką akcją, ale bez wyraźnych bohaterów, bez emocji (ale też bez bólu), z paroma tekstami do zapamiętania. Jest duch króla (Janusz Michałowski), a może tylko wspomnienie starca w białym gieźle, który w smudze światła nakazuje synowi zemstę na stryju za królobójstwo.

Borys Szyc gra Hamleta z taką samą nonszalancją i tym samym tembrem głosu, z jakimi gra w reklamach. Jakby kompletnie nie miał pojęcia, o co chodzi z tą całą depresją bohatera – monolog „Być albo nie być” mruczy, siedząc za filarem. Ożywia się tylko w scenach akcji, kiedy coś się dzieje (z duchem albo podczas walki na florety z Laertesem) i kiedy może się popisać poczuciem humoru, sarkazmem, rzucić ironiczną, kąśliwą uwagę. Klaudiusz Andrzeja Zielińskiego jest sympatycznym, trochę zagubionym facetem, jak większość bohaterów granych w ostatnich latach przez tego aktora. Podobnie radzą sobie inni: Sławomir Orzechowski daje Poloniuszowi rys kabaretowy, Ofelia Natalii Rybickiej jest przezroczysta itd. Każdy gra, co potrafi najlepiej. Brzmi kiepsko? Tak, ale skoro: jakie czasy, taki „Hamlet”, to chyba innego nie powinniśmy się spodziewać. Jest telewizyjny, ale jaki ma być, skoro grają go zdzierający się w telewizji aktorzy? Nasz Hamlet ma twarz Szyca – niedawnego dresiarza Silnego, cwaniaczka Albercika i paru policjantów rodem z warszawskiej Pragi, a ostatnio zakochanego kucharza z TVN. Nie podejmuje wielkich problemów? Bo może ich nie mamy? Wiek emerytalny, umowy śmieciowe, autostrady, Euro 2012, jedni beznadziejni politycy albo drudzy – oto metafizyka naszych czasów.

William Szekspir, Hamlet, reż. Maciej Englert, Teatr Współczesny w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj