Recenzja spektaklu: "Manon Lescaut", reż. Mariusz Treliński

Fantomy w metrze
Na szczęście dyrygent Patrick Fournillier okazuje zrozumienie dla dzieła, więc można przynajmniej posłuchać muzyki.
Thiago Arancam (des Grieux) i Amanda Echalaz (Manon Lescaut)
Leszek Szymański/PAP

Thiago Arancam (des Grieux) i Amanda Echalaz (Manon Lescaut)

Trudno dociec, czemu ta jedna z piękniejszych oper Pucciniego nie była w Warszawie grana od 1895 r. (poza wykonaniem koncertowym). Znakomicie więc, że się pojawiła, ale widzowi trudno będzie zgadnąć, o czym jest. Realizatorzy umieścili ją na stacji metra czy też dworcu kolejowym. Wszystko jest na tym dworcu: i plac w Amiens, i bogaty dom starego Geronte, i finałowa pustynia. Pojawiają się ludzie w garniturach, ale tak niezgrabni, że w każdej korporacji wysłano by ich na „dokształt” z wizerunku.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną