Recenzja spektaklu: "Wiśniowy sad", reż. Paweł Łysak

Chwile jak motyle
Dziwna sztuka, której bohaterom wali się świat – grozi im licytacja rodzinnego majątku i wycinka ukochanego wiśniowego sadu – a oni mimo podsuwanych im rozmaitych planów ratunkowych nie robią nic.
Julia Wyszyńska (pierwsza z lewej) i Joanna Drozda jako córki Raniewskiej.
Magda Hueckel/materiały prasowe

Julia Wyszyńska (pierwsza z lewej) i Joanna Drozda jako córki Raniewskiej.

Tańczą, śpiewają, prowadzą pseudofilozoficzne dyskusje. Niejednoznaczny, uciekający interpretacjom, delikatny i zwiewny jak dziecinne tańce Raniewskiej (Anita Sokołowska) i jej brata Gajewa (Michał Jarmicki) „Wiśniowy sad” Pawła Łysaka jest chyba najbardziej o tym, że czas płynie i wszelkie próby oporu są bezcelowe. Czas wiśniowego sadu, symbolu złotej ery arystokracji, dobiegł końca: rewolucja, ekonomia, sprawiedliwość dziejowa – wszystko jest przeciw niemu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną