Recenzja spektaklu: "Dzieło bezimienne", reż. Jan Englert

Rewolucja we mgle
Trzecie podejście Jana Englerta do „Bezimiennego dzieła” Witkacego zaowocowało spektaklem o rewolucji w oparach mgły smoleńskiej, z kibolskimi bojówkami w czarnych kominiarkach przebiegającymi przez scenę i widownię.
Władza i artyści, od lewej: Jerzy Radziwiłowicz i Dominika Kluźniak, na drugim planie: Przemysław Stippa i Marcin Hycnar.
Jacek Domiński/Reporter

Władza i artyści, od lewej: Jerzy Radziwiłowicz i Dominika Kluźniak, na drugim planie: Przemysław Stippa i Marcin Hycnar.

Cały dramat rozgrywa się między dwiema scenami. Ta pierwsza dzieje się na cmentarzu, a jej tematem jest kryzys władzy: zagubionej, pozbawionej tożsamości i szacunku poddanych, stojącej – jak hrabia Giers (Jerzy Radziwiłowicz) – nad grobem jeszcze w sile wieku. Pojawiają się również artyści wyobcowani ze społeczeństwa. W jednej zaś ze scen końcowych widzimy groźną wizję czarnej, zamaskowanej masy przejmującej władzę pod hasłami unifikacji i dehumanizacji społeczeństwa.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną